• Wpisów:9
  • Średnio co: 196 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 18:35
  • Licznik odwiedzin:2 062 / 1969 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Po wypaleniu papierosa, spojrzał na zegarek. Była 12:15. Pomyślał, że ma jeszcze dużo czasu do spotkania z Lucy, więc poszedł posiedzieć na komputerze w swoim pokoju. Jego pokój, był, jak to pokój faceta, istną jaskinią lwa. Bałagan, wszędzie ciuchy, papierki po batonach, puste butelki. Aby dojść do komputera, Jonad musiał przejść tor przeszkód. Kiedy już dotarł do komputera, zobaczył, że na jego biurku nie ma miejsca aby igłę włożyć. Z przymusu musiał posprzątać. Zajęło mu to ok. 15 minut. Po tej ciężkiej pracy w końcu mógł załączyć swoje „cudo”. Tak to było cudo. Najnowszy procesor, dużo pamięci, 30-calowy monitor. Jonad miał fioła na punkcie dobrych komputerów. Gdy już wszystko się pozałączało, Jonad wszedł na Facebooka. Miał jedno zaproszenie.
Lucy Black. „Mogłem się tego spodziewać” – pomyślał. Zaakceptował zaproszenie i zaczął przeglądać zdjęcia. Zapatrzył się na jedno w czarnej sukience. Była ubrana w czarną powabną sukienkę i pantofelki – też czarne. Jonad nie mógł oderwać wzroku od monitora. Nagle zauważył, że Lucy jest on-line, więc szybko się wylogował. Był nieco podniecony. Myślał czy Lucy zobaczyła, że jest dostępny. Po chwili się uspokoił i załączył swoją ulubioną grę.


***


Kiedy Jonad oderwał się od komputera, była 180. Pomyślał, że musi się przyszykować do wieczoru z Lucy. Poszedł się wykąpać, uczesać, ubrać się „szałowo”. Wszystko mu zajęło 1,5 godziny. Potem wyszedł na ogródek i zapalił. Nagle usłyszał głos mamy
- Jonad!!!
- Co się stało? – odkrzyknął
- Gdzie jesteś?
- Na ogródku!!!
Zaciągnął się papierosem i wtem weszła mama.
- Myślałam, że cie nie ma w domu.
- Siedziałem przed komputerem.
- A idź ty maniaku.
- Mówiłem ci już, że nie jestem żadnym maniakiem. zdenerwował się Jonad
- Ta jasne. Po co się tak wystroiłeś? Idziesz do Lucy?
- Tak idę. I wyprzedzam twoje pytanie. Nie wiem co będziemy robić.
- Spokojnie. Nie miałam nic na myśli. O której wrócisz?
- Nie wiem. Jak wrócę to będę. Ale pewnie późno.
- A wrócisz trzeźwy? – zapytała mama
- Jezu! Co to jest jakieś przesłuchanie!? Może tak, może nie. Nie wiem.
- Okej. Tylko wiesz...
- Co masz na myśli?? – zapytał Jonad
- Chodzi o to co dziś dałam. Nie zapomnij założyć.
- Mamo, nie mam 5 lat. Wiem co mam robić. I z kim.
- To dobrze. Dasz zapalić?
- Przecież ty nie palisz. – odparł zszokowany Jonad
- Czasami palę. Zazwyczaj jak ciebie nie ma w domu.
- Aha. Okej, masz. – i wyciągnął paczkę
- Dzięki. Ale ciepło...
- No. Fajna pogoda.
- Muszę ściągnąć sweter.
Mama Jonada, Corel, miała na sobie koszulkę na ramiączkach, i sweter. Kiedy ściągała go, Jonad zauważył, że coś jej przebija koszulkę.
- Mamo... – i pokazał na klatkę piersiową
- Och, ale ze mnie sklerotyk. Zapomniałam założyć stanika.
Tak przez koszulkę przebijały się 2 dość duże sutki. Jak się dobrze przyjrzeć to można było zobaczyć zarys piersi.
- Ej... A tak w ogóle to gdzie ty się patrzysz. - zapytała Corel
- Mamo, nie trudno było zauważyć.
- Też prawda. Chcesz dotknąć?
- Co??? Co to za pytanie??? – wrzasnął Jonad
- No wiesz w końcu jestem twoją mamą i nie musisz się mnie wstydzić.
- Ale jak ja mam dotknąć twoich piersi??
- No normalnie. – odparła Corel i zgasiła papierosa.
- Ale to takie trochę dziwne. Syn dotyka piersi mamy.
- Jak byłeś mały to co 3 godziny je dotykałeś, jak cię karmiłam.
- To co innego.
- To dotykasz czy nie??
Po długim zastanowieniu Jonad przełamał się i delikatnie dotknął piersi swojej mamy. Corel z kolei wzdychała podniecająco. Chwyciła też ręce Jonada i zaczęła ściskać nimi swoje piersi. Chłopak odskoczył.
- Mamo, co ty wyrabiasz??
- Wiesz kochanie jak ja dawno nie miałam faceta.
To prawda. Mąż Corel i tata Jonada – Peter – zginął w wypadku samochodowym 10 lat temu.
- Wiem ale to co? Mam ci go zastąpić?
- Nie. Ale mógłbyś okazać trochę więcej miłości.
- Nie mam ochoty rozmawiać dalej na ten temat. Muszę już iść. Możemy dokończyć rozmowę jak wrócę.
- Chyba będę spała. Ale zobaczymy.
- To narazie.
- Pa skarbie.
Jonad jak najszybciej wyszedł z domu. Ciągle miał w głowie obraz swoich rąk na piersiach swojej rodzicielki. Była 20:30. Miał więc pół godziny na dojście do Lucy. Szedł wolno, choć powinien biec, bo do Lucy idzie się około godziny. Spacerkiem mijał kolejne przecznice miasta. Spoglądnął na zegarek. 20:43. Teraz dopiero przyspieszył. Miał jeszcze kawał drogi a nie chciał się spóźnić. Zauważył, że jedzie taksówka, więc się zatrzymał i zaczął machać ręką. Taksówka się zatrzymała. Jonad wsiadł do niej. Po 10 minutach był już na Wall Street. Zapamiętał ogromny dom Lucy. Wszedł przez bramę i podszedł do drzwi. Chciał zapukać ale wtedy drzwi otworzyła Lucy.
 

 
Jonad obudził się o 11. Kiedy się zorientował, że zaspał przewrócił się na drugi bok i próbował zasnąć znowu. Niestety mu się to nie udało, więc poszedł do kuchni coś zjeść. Z okna w kuchni zauważył, że w ogródku jego mama rozmawia z kimś. Kiedy skończył jeść, Jonad poszedł się grzecznie przywitać. Kiedy wyszedł na podwórko to ugięły się pod nim kolana. To była Lucy. Była ubrana w letnią sukienkę, a koło niej leżał szkolny plecak. – Cz...eść, co tu robisz? – zapytał Jonad.

- Cześć, a wiesz zrobiłam sobie wolne od szkoły. Długo spałeś.

- Miałem ciężką noc. – Powiedział Jonad, aby się nie tłumaczyć za długo.

- Siadaj. Pogadamy. Zapalisz? – Zapytała Lucy.

Jonad jak zwykle nie odmówił.

- Co tam słychać – zapytał

- A wiesz jakoś leci...

- Czekaj, czekaj czy Ty nie miałaś być w szpitalu??

- Tak, ale wypisałam się na żądanie. – odparła Lucy

- Aha. Wiesz w sprawie tego wieczoru u ciebie...

- Tak...? – zapytała szyderczo

- Przepraszam ale byłem pijany i nie wiem co robiłem – tłumaczył się Jonad

- Nic nie szkodzi. Mi się podobało. Może kiedyś to powtórzymy.

- Może ... – pomyślał Jonad – Nom było by fajnie.

- Masz czas dzisiaj wieczorem? Zaopatrzyłam się w whisky...

- Z miłą chęcią ale jutro jest szkoła i nie za bardzo chcę opuszczać.

- No weź... Ja nie idę. Jestem w szpitalu.

- Zgoda! A co twoi rodzice na to?

- Nie będzie ich... Mają jakiś bal czy coś.

Jonad zamyślił się nad tym co będą robić ale przerwała mu mama wołająca z kuchni.

- Jonad chodź na chwilkę. Jesteś mi potrzebny.

- Chwila... Przepraszam cię Lucy na chwilkę. Zaraz wracam.

- Okej, idź. Poczekam

Jonad wszedł do kuchni i zobaczył mamę z małym pudełkiem w ręce.

- Masz tak na wszelki wypadek – wypaliła mama i rzuciła mu pudełeczko

- Co to jest?? – zapytał Jonad, ale gdy spojrzał na pudełko to serce mu aż stanęło.

- Słyszałam, że idziesz wieczorem do Lucy. A wiesz jak to jest sam na sam z dziewczyną.

- Mamo... nie jestem głupi. Ale dzięki.

- Wiesz nie chciałabym zostać babcią w tak młodym wieku.

- Nie zostaniesz. Obiecuję. – powiedział Jonad i wyszedł na ogródek.

Lucy zauważyła, że Jonad się mocno uśmiecha.

- Co cię tak rozbawiło??

- Zobacz co mi mamusia dała w prezencie..

To były prezerwatywy.

- Hahaha... No widzę, że mamusia się domyśla co będziemy robić...

- A co będziemy robić? – zapytał z ciekawości Jonad

- To już moja słodka tajemnica... Musze już lecieć bo już późno. Bądź u mnie o 21.

- Na pewno będę. – prawie krzyknął Jonad

- A i nie zapomnij prezentu od mamusi.

- Okej. Do zobaczenia.

-Pa.

Jonad przez dłuższą chwilę zastanawiał się czy jednak iść do Lucy. Przecież ona najwyraźniej chce się z nim kochać. Strasznie się bał bo to by był jego pierwszy raz. Ale w sumie zawsze może odmówić. Ciągle o niej myślał. Zapalił papierosa i oddał się w beztroskim wyobrażeniom dzisiejszego wieczoru.
 

 
Przez resztę weekendu Jonad spędził nad książkami. Miał w poniedziałek ważny sprawdzian z chemii i nie chciał go zawalić. Jednak coś nie dawało mu spokoju. Ciągle myślał o rodzinie Blacków. Postanowił, że po obiedzie pójdzie tam, żeby się czegoś dowiedzieć.
-Dokąd wychodzisz?-spytała matka chłopaka.
-Na spacer. Wiesz.. Taki popołudniowy.- odpowiedział Jonad.
-Aham..- spojrzała na niego podejrzliwie.
-No tak, mamo. Lecę. Paa!- odkrzyknął chłopak i pośpiesznie wyszedł z domu.
Na dworze było pochmurno, ale ciepło. Jonad założył słuchawki i włączył muzykę. Brzmienie 30STM odprężało go i pozwalało mu się skupić. Przechodząc koło przystanku doszedł do wniosku, że spacer dobrze mu zrobi. Nie czekał na autobus, tylko poszedł na piechotę . Po drodze mijał różnych ludzi. Starszych dziadków, którzy prowadzili równie starsze babcie pod rękę, młode zakochane i zapatrzone w siebie pary. Tylko on jakby odstawał od normy, bo był samotny. Rozmyślanie na ten temat bardzo przygnębiło chłopaka. Doszedł do wniosku, że musi zacząć poszukiwania drugiej połówki. Myślał o Ellie. Dawno jej nie widział. Trochę o niej zapomniał. Teraz nawet nie był pewny czy coś do niej czuje .
-A co z Lucy? Co jeżeli ona tamtego wieczora też coś poczuła?- myślał.
Po godzinie był już na Wall Street. Numer domu Lucy to 1906. Chłopak bez trudu znalazł ten dom. Poprzednim razem nie przyjrzał się budynkowi. Teraz miał okazję. Gdy przyglądał się budynkowi serce zaczęło mu mocniej bić. To co widział było nie do opisania. Dom był ogromny, zbudowany z ciemnych cegieł. Okna również były duże i miały kraty. Ogółem cała budowla wyglądała jak zamek. Brama była żelazna i ciężka, a dookoła posesji stał mur tak wysoki, że nic nie było widać. To wszystko było postawione w zaułku tejże ulicy.
-Boże.. Mogłem przyjść z księdzem. Co to za rodzina?! Myślałem, że są inni, a Lucy przechodzi bunt i minie jej..- rozmyślał.
Jonad stał pod domem i wahał się czy tam wejść. Na widok tego domu ciarki przechodziły mu po plecach. W końcu jednak odważył się i otworzył bramę, która skrzypiała. Wszedł na podwórko. Na chwilę się zatrzymał, a potem ruszył w stronę drzwi.
-Raz kozie śmierć.- powiedział i zapukał.
Drzwi otworzył mu ojciec Lucy. Był ubrany w fartuch, który miał plamy krwi. To była pierwsza rzecz, jaką zauważył Jonad.
-Yyy.. Dzień.. dzień dobry.-powiedział zszokowany nastolatek.
-Dzień dobry chłopcze. Ty zapewne jesteś Jonad, prawda ?- odpowiedział Edward.
-Tak i jestem kolegą Lucy. Czy jest może w domu?
-Nie, nie ma jej. Musiała pojechać do szpitala. Jest chora.
-Czy to coś poważnego? - zapytał zaniepokojony chłopak. Nadal był zdziwiony strojem mężczyzny.
-Nie. Ma tylko alergie. Tydzień poleży w szpitalu i przejdzie jej.-odparł lekarz i zamyślił się.
Nagle dziwne odgłosy dobiegły z domu Blacków. Oboje zdziwili się .
-Musisz już iść. Przekażę Lucy, że pytałeś o nią. Na razie nie przychodź tu. Tak będzie lepiej.- zirytował się ojciec dziewczyny.
-Ale dlaczego? Co się dzieje? - pytał Jonad, ale nie otrzymał odpowiedzi, bo doktor zamknął mu drzwi przed nosem.
Chłopak stał tak chwilę i nadsłuchiwał. Usłyszał jeszcze kilka wrzasków i dźwięk jakby wiertarki. Na to serce znowu waliło mu jak oszalałe. Podszedł do bramy i trzasnął nią, bo chciał jak najszybciej znaleźć się poza posesją Blacków.
Poczuł się bezpiecznie dopiero wtedy, gdy dom tej dziwnej rodziny zniknął mu z oczu.
Zrobiło się ciemno i chłodno. Jonad przyspieszył kroku. O 21.00 był w domu.
-Długo cię nie było.- powiedziała zmartwiona matka.
-Ech.. Sorry, ale nie chcę mi się rozmawiać. Idę się wykąpać i spać, bo późno już a jutro szkoła. Dobranoc.- odburknął chłopak.
-Dobrze, idź. Karaluchy pod poduchy.-odparła matka.
Chłopak poszedł na górę. Wziął gorący prysznic, żeby zmyć z siebie wszystkie przeżycia. Położył się i długo nie mógł zasnąć z tego powodu. Nadal niczego się nie dowiedział. Około północy zasnął, a gdy spał śniły mu się koszmary z zakrwawionym lekarzem w roli głównej.
 

 
-Jak mnie głowa boli!!!- jęczał z bólu Jonad leżąc na łóżku.
-Jak mogłeś się tak nawalić?! Odebrało ci rozum?!- krzyczała mama wchodząc do jego pokoju.
-No wiesz mamo.. Tak jakoś wyszło.- odparł chłopak.
-Ajj. Szkoda mi nawet słów na to. A z kim tak zabalowałeś?- zapytała.
-Z nową koleżanką Lucy. Niedawno ją poznałem, ale w jej towarzystwie czuję się po prostu wspaniale.
-To ta Lucy co wprowadziła się na Wall Street? Czy ona ma na nazwisko Black?- zapytała zaciekawiona mama.
-Tak, zgadza się. Znasz ją?- odparł zdziwony Jonad.
-Dużo słyszałam o niej i jej rodzinie.. Podobno mają za sobą przestępczą przeszłość i musieli się przeprowadzić, żeby nikt ich nie nenkał. Jej ojciec Edward pracuje w prosektorium. Matka- Alice, pracuje w zakładzie pogrzebowym.- zamyśliła się na chwilę, a jej twarz wyglądała jakby się czegoś bała.
-Mamo? Wszystko w porządku? Zbladłaś trochę.-zaniepokoił się syn.
-Tak tak, tylko... A nieważne. Uważaj lepiej na nią.- powiedziała i wyszła.
Jonad długo myślał nad tym co powiedziała jego mama. Zastanawiał się co takiego mogło się wydarzyć w rodzinie tajemniczej Lucy. Widział, że musi się dowiedzieć o co tak naprawdę chodzi. Rozmyślając nad tym zasnął.

***

-Nie wiem ile jeszcze zdołam to znieć.-powiedziała Lucy.
-Musisz wytrzymać. Do tego momentu, aż to się skończy i będziemy wolni. Rozumiesz ? WOLNI!- odpowiedział ojciec dziewczyny.
-Tak wiem, ale ja naprawdę polubiłam Jonada. Jak ktoś się o nas dowie, to znowu będziemy musieli się przeprowadzać. Ja już nie chcę tak żyć!- wrzasneła Lucy.
-Córciu, posłuchaj mnie.. Już niedługo się to skończy. Nikt się o tym nie dowie. Na razie rób to co robisz, tylko panuj nad sobą i uważaj na ludzi, a zwłaszcza na Jonada. Jego matka ma wszędzie wtyki i wszystko wie.- poradził lekarz drapiąc się po brodzie.
-Dobrze tato. Ale wolę pozostać przy swojej propozycji i iść do szpitala na tydzień. Po tygodniu przejdzie mi i będę mogła się łatwiej kontrolować.- powiedziała dziewczyna.
-Jeżeli tak jest dla ciebie najlepiej, to zgadzam się. Idź do siebie, spakuj się, a ja za dwie godziny cię tam zawiozę.
-Dobrze tato. To ja lecę. Kocham cię.
-Moja córeczka. Ja ciebie też mocno kocham.
Edward patrzył jeszcze chwilę na córkę, która wchodziła po schodach na górę. Potem poszedł do swojej pracowni, aby dokończyć to, co zaczął.
***
 

 
Gdy tylko autobus zatrzymał się pod szkołą Jonad wysiadł i podążył do swojej szafki po buty, ponieważ pierwszą lekcją, którą miał był w-f. Po drodzę minął dziewczynę. Była inna niż reszta, zupełnie odstawała od normy. Miała ciężkie glany, czarną ramoneskę i mnóstwo ćwieków. Ale największą uwagę przykuwały jej duże jędrne piersi. Była nowa i zapewne nikogo jeszcze nie znała.
-Witaj. Jestem Lucy. A Ty ?- Oznajmiła dziewczyna z lekkim uśmiechem.
-Oo. Cześć. Jesteś nowa? Nigdy Cię tutaj nie spotkałem. Nazywam sie Jonad.- odpowedział onieśmielony cudownym głosem nowej znajomej.
-Miło mi Ciebie poznać. Tak jestem nowa. To mój pierwszy dzień w szkole. Chciałam do kogoś zagadać, ale patrząc na tutejsze dziewczyny, to już wolę męskie towarzystwo. Mam nadzieję, że nie przeszkadza Ci mój styl, co nie?
-Nie, coś ty. Nie jestem taki jak oni.. Wiesz.. Wyróżniasz się, to mieszają cię z błotem.
-Mhmm. Rozumiem, ale mam na takich sposób.-zamyśliła się, a na jej twarzy pojawił się szyderczy uśmiech.
-Czy mam się ciebie bać?- zapytał zdziwiony chłopak.
-Jak mi podpadniesz to lepiej się pilnuj. A teraz wybacz, ale mam polski i nie chcę się spóźnić. Miło mi było ciebie poznać. Bywaj.-Odpowiedziała Lucy.
-Cześć! Jakbyś chciała jeszcze porozmawiać, to czekam na ciebie pod szkołą o 15.00. Mam nadzieję, że się zakumplujemy- odparł Jonad.
-Pewnie, że przyjdę. Ale teraz lecę. Papatki.
-Papa.
Na pożegnanie Lucy pocałowała Jonada w policzek, co bardzo go zdziwiło, ale i ucieszyło. W tej chwili chłopak zapomniał na trochę o Ellie, bo w jego głowie siedziała teraz tajemnicza Lucy. Tak ją teraz określał.
Cały dzień zleciał mu dość szybko. Ciałem był na lekcjach, ale myślami gdzieś błądził. Był rozdarty, bo wraz z całusem od Lucy, jego uczucia do Ellie były mieszane. Wiedział, że nie ma u niej szans. Liczył się też, że Lucy również może dać mu kosza.
Wybiła godzina 15.00, na którą tak bardzo czekał Jonad. Lucy przyszła 5 minut po, bo musiała zostać i pomóc nauczycielowi.
Na widok dziewczyny Jonad zawołał i szeroko się uśmiechnął. Polubił ją, bo była wyjątkowa. Taka inna.
-No hej. Sorry za spóźnienie, ale nauczyciel mnie na chwilę zatrzymał - wydusiła zdyszana Lucy i usiadła obok niego.
-Spoko. Nic się nie dzieje.- odpowiedział.
Dziewczyna wyglądała na przybitą.
-Co się stało?- zapytał.
-Emm.. Mam chandrę. Chłopak, na którym mi zależy, kompletnie mnie olewa. Dałam sobie z nim spokój, ale ciągle nie mogę przestać o nim myśleć.- odpowiedziała.
-Wiesz.. Jestem kiepski w "tych" sprawach. Nie wiem co powiedzieć. Ale mogę cię przytulić.- powiedział i obiął ją ramieniem. Jej włosy pachniały trawą cytrusową, a skóra była gładka jak śnieg. Lucy wtuliła się w ramiona Jonada i przymknęła oczy. Czuła bicie jego serca, które nagle przyspieszyło. Lucy odruchowo się odsunęła.
-Coś nie tak?- zapytał Jonad.
-Nie tylko... Wiesz mam ochotę się zalać w trupa. Napijesz się ze mną?- odparła.
-Z miłą chęcią. Sam mam nie najlepszy humor.
-No to chodźmy do mnie. Mieszkam niedaleko.- powiedziała i wstała.
Jonad również wstał i ruszył za Lucy. Po drodze rozmawiali, ale Lucy wolała pytać, a nie odpowiadać, wiec zadawała pytania Jonadowi, a ten odpowiadał.
Dochodziła 16.30. Dom dziewczyny był pusty. Weszli, rozebrali się i poszli na górę do pokoju Lucy. Jonad rozejrzał się po pomieszczeniu.
-Poczekaj pójdę po alkohol i coś do jedzenia. Obejrzymy jakiś film, okay?- powiedziała dziewczyna.
-Jasne, idź. Poczekam.- odpowiedział chłopak i usiadł na łóżku.
Pokój był koloru fioletowego, a na ścianach wisiały różne plakaty. Był taki mroczny, jak jego właścicielka.
Po 10 minutach wróciła Lucy z mnóstwem paczek chipsów i kilkoma butelkami whisky.
Wow! Widzę, że nieźle cię wzięło. Lubisz popić?
Emm.. Tak, ale tylko jak mam chandrę. Wolę to niż płakanie w poduszkę.- powiedziała i odłożyła wszystko na stolik.
Włączyła jakiś horror i zrobiła drinki. Oboje usadowili się wygodnie na łóżku i jedząc oglądali.
Po trzech drinkach Jonad był już lekko wstawiony. Lucy również. Film się skończył i dziewczyna włączyła kolejny. Tym razem była to komedia romantyczna. Polała kolejne drinki i zauważyła, że nie ma już chipsów.
-Skończyły się chipsy, nie mam już więcej.- powiedziała.
-Nic nie szkodzi. Ważne, że whisky jest. Polejesz jeszcze?- odparł chłopak.
Tak, ale to już ostatnie. Jest późno i jestem zmęczona.
- Okej to nie będę przeszkadzać, i tak się już zasiedziałem.
Dochodziła 23.00. Lucy odprowadziła Jonada do drzwi.
-No to lecę. Dobrze, że jutro sobota. Będę miał kaca jak nigdy.
-Biedny.. Ale ja też nie będę miała lepiej.
-Ech.. No to dobranoc.-powiedział i jakaś tajemnicza siła nakazała mu pocałować Lucy. Przywarł ustami do ust dziewczyny i namiętnie ją całował. Lucy nie stawiała oporu. Być może dlatego, że była pijana. Oboje czuli namiętność. Jonad chciał zostać, ale ta powiedziała, że jest zbyt pijana i nie będzie umiała nad sobą zapanować. Zrezygnowany chłopak jeszcze raz pocałował Lucy i wyszedł.
Dziewczyna miała sobie za złe, że pozwoliła na to. Poszła spać, żeby o tym nie myśleć. Jonad, wracając do domu myślał o tym co się wydarzyło. Było mu tak dobrze. Dotarł do domu i się położył. A w myślach ciągle miał Lucy. Zasnął i śnił o niej.
  • awatar Gość: No proszę, proszę... To się Marcin rozpędza... Taki zwrot i to tak szybko... Nieźle, nieźle...
  • awatar Gość: widzę że się starasz. ciekawie sie zapowiada. tak trzymać!!! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jonad Mark wyszedł z domu o 75. Jak zwykle, zresztą od dwóch lat. Od kiedy przeprowadził się z mamą na Kinerly Street, musi iść 15 minut na przystanek autobusowy. Minął dwa sklepy z ubraniami, firmę informatyczną i duże centrum handlowe które było jeszcze zamknięte. Gdy wyszedł zza rogu ulicy Welington, zauważył swojego znajomego Dereca który zachowywał się tak jak by na kogoś czekał. Jonad przyspieszył trochę, bo pomyślał że czeka na niego. On jednak nie czekał na niego lecz na autobus. Wskoczył do niego jak poparzony i odjechał. Jonad był zszokowany zachowaniem swojego kolegi. Derec zawsze był spokojnym i skromnym chłopakiem, który słuchał muzyki poważnej i bardzo dobrze się uczył. A dzisiaj jego zachowywanie było bardzo dziwnie. Jonad zaskoczony szedł dalej na swój przystanek który był po drugiej stronie ulicy. Spojrzał na zegarek i pomyślał, że ma jeszcze 7 minut do autobusu, więc wyciągnął paczkę Cameli, wyszarpał papierosa i zapalił. Spojrzał w stronę przejścia dla pieszych i zobaczył swoją koleżankę i olbrzymią miłość – Ellie. Ellie była szczupłą,średniego wzrostu brunetką o długich włosach do pasa,okrągłej i pięknej twarzy. Nosiła okulary które podkreślały jej rysy twarzy. Była najlepszą uczennicą w klasie. Ale nie to go zauroczyło. Jonad zawsze mówił o niej: Anioł z charakterem. Tak miała mocny charakter. Nie tak jak inne dziewczyny w klasie: imprezy, alkohol, chłopaki... Nie ona wolała iść do kina sama, na spacer sama i nie kręciło ją życie zwykłej nastolatki. Dziewczyna podeszła do Jonada i jak zwykle zagadała:
- Hej Jonad! Znowu palisz?!
- Cześć Ellie! A no wiesz... szybciej czas zleci... - odparł
- Wiesz jakie to nie zdrowe. – zaczęła swoje teksty.
- Tak wiem... A propo zdrowia, masz może zadanie z biologii?
- Tak mam. Czy ty nigdy nie możesz zrobić zadania sam? – zapytał „Anioł z charakterem”
- Miałem trudny dzień... – odpowiedział Jonad
- Pewnie znowu siedziałeś na tej swojej grze.
- Nie prawda... – skłamał
Tak grał na komputerze przez cały dzień. Od dłuższego czasu gdy tylko wraca do domu to rzuca plecak w kąt i wchodzi do wirtualnego świata. Można powiedzieć, że to jego drugie życie.
- Ellie, chciałbym ci coś powiedzieć... – wydusił z siebie Jonad, zaraz po zgaszeniu papierosa
Odkąd ją poznał zawsze chciał powiedzieć, że się w niej kocha ale nie było nigdy takiej sytuacji w której będą sam na sam.
- Słucham cię – odparła
- Bo wiesz od kiedy cię znam to ja... – i wtedy przyjechał autobus do szkoły
Jonad był wkurzony. Nie lubił podróży żółtym starym autobusem szkolnym.
Rozwrzeszczana młodzież doprowadzała go palpitacji serca.
- Dokończymy naszą rozmowę kiedy indziej – powiedziała Ellie wchodząc do autobusu i powędrowała do swojej przyjaciółki Daisy. Jonad wszedł za nią i usiadł zaraz za kierowcą. Od razu podszedł do niego Gary, chłopak który powtarzał klasę.
- Hej Jonad. Jak tam brachu? – zapytał
- Zostaw mnie w spokoju Gary. Nie mam humoru. – wybuchł
- Spokojnie stary... Co się stało?
- Ellie... Chciałem jej powiedzieć i się nie udało. Odparł Jonad
- Ehhh. Daj sobie z nią spokój. Za wysokie progi. Tak w ogóle to Jessica pytała się o ciebie! – zaśmiał się Gary
Jessica to była dziewczyna dużych rozmiarów i i temat żartów każdego chłopaka w szkole.
- Spadaj i zostaw mnie samego idioto! Wykrzyknął Jonad i zamyślił się o Ellie patrząc w brudne okno autobusu.
  • awatar Gość: ZAJEBISTE... CZEKAM NA CIĄG DALSZY
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dostałem weny twórczej. Zobaczymy jak się to dalej potoczy.
 

 
W takim razie pora zacząć coś pisać.
Tylko nie mam pojęcia co... Może książkę, a może wiersze... Zobaczymy.
 

 
Witam wszystkich. Mam na imię Marcin i dzisiaj zacząłem moją przygodę z blogowaniem. Proszę w takim razie o wyrozumiałość. Postaram się dodawać wpisy codziennie.
Na początek jedna z moich ulubionych pioseneczek.
  • awatar Gość: Widzę że "Ktoś" zamiast zakuwać na historie do do blogu się wziął ;] hehe ale teraz na serio ;) Marcin jest to napisane super ;> i tak jak mówiłem gdy wyjdzie książka to KUPIĘ ;]
  • awatar Marcin Pieróg: @Light Of The Night: Na pewno warto ale żeby chciał to ktoś czytać...
  • awatar Light Of The Night: Witam, powodzenia w blogowaniu, naprawdę warto to zacząć :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›